Kot 3D na moim palcu

Kolejna błyskotka w mojej kolekcji : 

Na ten dosyć oryginalny projekt trafiłam zupełnie przypadkiem przeglądając zdjęcia innych na  Instagramie KLIK. Od pierwszego wejrzenia ten właśnie design skradł moje serce jako że nie jest dla nikogo nowością, że kociara ze mnie wielka :).
Zauroczona kształtem i bardzo dobrym odzwierciedleniem sylwetki futrzaka niezwłocznie przełączyłam się na stronę internetową gdzie takie cacuszka można kupić.
Marka Felicity  KLIK w swoim asortymencie oferuje nie tylko pierścionki, ale także kolczyki, naszyjniki i zegarki w bardzo przystępnych cenach. Aktualnie wiele rzeczy jest na wyprzedaży, a dodatkowa informacja znaleziona na stronie, mówiąca o tym, że część z dochodów jest przekazywana na wspieranie szpitala pediatrycznego ST. Jude w Memphis w USA ( to nie jest żadna reklama ani agitacji tak dla ścisłości ) tylko utwierdziłam mnie w przekonaniu, że pierścionek musi być mój i już ;)


Mała rzecz w niewielkiej cenie a jak cieszy oko i przykuwa uwagę innych.W gamie można znaleźć nie tylko koty, ale także psy, delfiny, żyrafy i inne zwierzaki.Taka ozdoba z pewnością będzie oryginalnym dodatkiem do codziennego stroju i jednocześnie interesującym, niespotykanym akcentem na naszej dłoni!U mnie w pracy kot zrobił niemałe zamieszanie.Nietypowa przestrzenna forma kota owijającego się wokół mojego palca wzbudzała niemałe zainteresowanie wokół :)
Jak Wam się podoba?
Buziaki
Ania

Idealne placki ziemniaczane




Głównym powodem dlaczego do tej pory nie lubiłam placków ziemniaczanych był brak umiejętności... ich robienia :D !Niby tak banalnie prosta potrawa , a dla mnie tak skomplikowana!Moim odwiecznym problemem było odpowiednie przygotowanie ziemniaków tak, aby się trzymały kupy i nie rozlatywały podczas smażenia, co w efekcie na patelni przypominało " ziemniacznicę" .
Na nic się zdały przepisy mamy, czy te znalezione w internecie, każda podjęta próba kończyła się porażką aż do wczoraj…!
Ogarnięta przemożną chęcią zjedzenia owej potrawy podeszłam do całej sprawy jeszcze raz.Tym razem zmieniłam plan działania i zamiast zwykłej mąki dodałam kukurydzianej ( zastanawiałam się nad ewentualnym dodaniem także kokosowej z racji jej dużych właściwości wchłaniających, ale ,że pod ręką nie miałam, obyło się bez ;))

Składniki na 6-7 porcji

- 4 duże ziemniaki
- 0.5 cebuli ( bądź cała - osobista preferencja )
- jajko
- przyprawy do smaku ( ja wybrałam, pieprz cayenne, oregano i majeranek)
- olej do smażenia
- mąka kukurydziana

Ziemniaki starłam na tarce o dużych oczkach dla ekstra chrupiących krawędzi.Tak przygotowaną papkę odstawiłam na około 20 minut. Kiedy zaczęła wytrącać się woda, raz po raz zbierałam kupki ziemniaków o odciskałam nad zlewem z nadmiaru płynu.Ponownie odstawiłam na 15 minut.Mówi się aby tylko zbierać wodę, a wytrąconą skrobię ponownie dodać do miksu - po mojej metodzie widać że zbytnio tego kroku się nie trzymałam, tylko cisnęłam ile wlezie :).Po upływie drugiego czasu ponownie odcisnęłam masę.Dodałam 4 kopczaste łyżki maki kukurydzianej, jajko, przyprawy,posiekaną drobno cebulę i wymieszałam.


Na rozgrzaną teflonową patelnie wylałam łyżkę oleju , formując małe placuszki rozprowadzałam masę na dnie tak aby placki nie były zbyt wysokie i w efekcie końcowym nie były dobrze usmażone w środku. 
Placki smażyłam do momentu uzyskania złotego koloru po obu stronach.Po wyjęciu z patelni, każdy jeden odcisnęłam na ręczniku kuchennym, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu.



Wyszło przepysznie! Placki wyszły wyśmienicie wysmażone z chrupką otoczką. Całość podałam z dzień wcześniej ugotowanym gulaszem parówkowym, z którym tak na dobrą sprawę nie wiedziałam co zrobić ;)

Podpowiedź:
Jeśli nie chcecie smażyć polecam placki upiec w piekarniku na kartce pergaminu, do masy wystarczy dodać odrobinę oleju alby nie wyszły zbyt suche, co prawda smak, będzie ciut inny, ale nadal smaczny !


Smacznego!
buziaki
Ania

Paleta "La Palette Nude" od L'oreal


Kupując paletę zdałam sobie sprawę ile to czasu upłynęło od kiedy kupiłam swój ostatni pojedynczy cień.w moim przypadku stało się to po prostu mało praktyczne.Patrząc na mój asortyment kosmetyczny z perspektywy czasu, pojedyncze egzemplarze często gęsto ( zdarzały się wyjątki,lecz baaaardzo sporadycznie) lądowały po prostu w koszu z racji tego,że nie dawały się do dalszego użytku.
Przewagą gotowych palet nad singlami jest ich ilość i pojemność.Z reguły cienie w gotowcach są mniejsze co daje nam większe prawdopodobieństwo ich wykończenia bez konieczności wyrzucania przedterminowo.
Drugim czynnikiem dla którego wolę palety od pojedynczych cieni jest po prostu…moje lenistwo :D! Zestawienie kilku kolorów w jednym plastikowym puzderku niesamowicie ułatwia życie, nie trzeba chodzić, szukać i dobierać kolorów - producenci robią wszystko za nas :) Jeśli znajdziecie tą jedyną, tą której akurat szukacie - sprawa załatwiona!


Paleta " La palette nude" zawiera zarówno cienie matowe, satynowe jak i połyskujące.Głębokie brązy, beże i  śliwki wypełniają wnętrze opakowania.Wybiórczo wybrane kolory (zdjęcie poniżej) rozprowadzają się miękko i nie pozostawiają smug.Ich trwałość na powiecie sięga nawet 12 godzin. Kolory są dosyć dobrze napigmentowane, aplikowane na skórę wyglądają identycznie jak w formie prasowanej.
Gama kolorów pozwala stworzyć makijaż dzienny, w sam raz do pracy czy szkoły, podkreślający atuty a jednocześnie niewidoczny, makijaż wieczorowy, z pazurem, na formalne wyjścia, przykładów można tu mnożyć w nieskończoność.W mojej opinii bardzo trafna kombinacja kolorystyczna!





Miałyście?Co o niej sądzicie?
Buziaki
Ania

Dzień Wszystkich Świętych vs Halloween


Z zamiarem napisania kilku słów w tej kwestii i jednocześnie chęcią poznania Waszej opinii noszę się już od kilku tygodni - dokładnie od momentu kiedy w sklepach ponownie wszechobecne stały się przebrania trupów czy  czarownic.
Od ostatnich kilku lat obserwuję rosnące w siłę zjawisko przechwytywania przez nasze społeczeństwo coraz większej ilości obrzędów czy świąt bardzo celebrowanych na zachodzie, tutaj skupię się na jednym - Halloween.
Pamiętam kiedy emigrowałam z kraju nikt nawet słowem nie wspominał o przebieraniu się i zbieraniu cukierków, na dzień przed "Wszystkimi Świętymi", nikt w wiadomościach nie podawał informacji na temat takowego święta, sklepy nie świeciły kostiumami, w telewizji nie było reklam związanych z ta tematyką.
 30-ty dzień października przechodził bez większego echa, był to czas kiedy wszyscy przygotowywali się do dnia który będzie "po".Jak daleko sięgam pamięcią to był dzień kiedy mam gorączkowo się uwijała kupując znicze i wieńce, w domu rozpościerał się piękny zapach świerku czy jodły. Dekadę później ważniejsze jest jak najbardziej wymyślne przebranie, makijaż, impreza. Obchodzenie Halloween wdarło się na dobre do kalendarza świąt obchodzonych w kraju.Odnoszę wrażenie, że Dzień Wszystkich Świętych ostatnimi laty w większej mierze jest pielęgnowany przez starszą część społeczeństwa. Martwi mnie, że może on odejść razem z tym pokoleniem.
     Jakie jest Wasze zdanie?
buziaki
Ania

Faszerowany bakłażan - wersja jarska


Zwykle kiedy mam ochotę na faszerowane warzywa  sięgam po paprykę - warzywo, które zawsze gości w mojej kuchni . Do przekrojonej na połówki, bądź całej z odkrojonym ogonkiem pakowałam farsz przeważnie zrobiony z cotygodniowego przeglądu lodówki ;) (kto zjada ostatki ten piękny i gładki !)
W dzień mojej zachcianki papryki jednak nie był , a był za to ten oto fioletowy Pan :)Niewiele myśląc chwyciłam warzywko przekroiłam na pól i zaczęłam działać !

Składniki:

1 średni bakłażan
1 pomidor
2 jajka
kilka gałązek świeżego koperku
1 średnia cebula
Olej do smażenia
Dowolne przyprawy do smaku - ja użyłam przede wszystkich suszonych ziaren chilli i szczypty soli.

Wykonanie

Bakłażana kroimy na pół. Miąższ  wykrawamy łyżką i kroimy w kostkę.Cebulę obieramy, kroimy w kostkę.Na rozgrzaną patelnie wylewamy jedną łyżkę oleju i wrzucamy cebulę, smażymy do momentu zeszklenia, nie dolewamy więcej oleju - jeśli cebula się zacznie przypalać podlewamy wodą.
Dodajemy pokrojony miąższ bakłażana , dodajmy chilli, sól  i dusimy przez kilka minut .Jajka rozbijamy i mieszamy aż żółtko i białko połączą się w całość. Uduszony farsz ściągamy z ognia i dodajemy pokrojony koperek. Tak przygotowanym nadzieniem wypełniamy wydrążone połówki. Na wierzchu układamy pokrojonego w drobną kostkę pomidora i zalewamy jajkiem.
Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 20 minut.Kiedy jajko zacznie się ścinać zmieniamy program na "grillowanie" aby wierzchnia warstwa troszkę się przypiekła i była chrupiąca!



Jeśli chcecie zgrzeszyć i bardziej podrasować potrawę polecam dodanie na patelnię pokrojoną szynkę, bądź kurczaka, a zanim przełączycie program w piekarniku na grillowanie, posypcie bakłażana serem :) !
Smacznego!
Ania

Mój przepis na soczystą pieczeń wołową



Jedynymi wypiekami które rzadko kiedy mi naprawdę wychodzą, są ciasta i pieczenie.Jak te pierwsze nigdy mi nie wyrosną, bądź wyciągnę zakalec, tak  druga kategoria zwykle wychodzi mi gumowata, bądź sucha jak wiór.
Pieczenie zawsze kojarzyły mi się z domem i świąteczną atmosferą, moja mam była mistrzynią w marynowaniu i dopieszczaniu każdego jednego skrawka, dbając o każdy szczegół od początku do końca.
Wiele razy próbowałam się podjąć wyzwania jednak każda jedna próba kończyła się fiaskiem.., aż do ubiegłego weekendu kiedy wreszcie mogłam powiedzieć: TAK ,TO JEST TO !
Zaczynamy!

Składniki:
- większy kawałek chudej wołowiny( w moim przypadku około 800g,  im większy tym większa ilość przypraw)
- duża cebula
- 4-5 łyżek oliwy z oliwek ( ja tutaj użyłam tej typu Virgin)
- 4 ząbki czosnku
- pieprz
- zmielona słodka papryka
- kurkuma
- odrobina soli
- oregano
- majeranek
- lubczyk ( uwielbiany przeze mnie ostatnio!)

Dzień przed pieczeniem.
   Oliwę z oliwek, pieprz, kurkumę, sól, oregano, majeranek i lubczyk mieszamy razem aż wyjdzie nam wodnista pasta w wysokiej misce.Do tak przygotowanej mieszanki przekładamy uprzednio wypłukaną wołowinę i mieszamy całość razem.Obieramy cebulę, kroimy w piórka i dodajemy do miski ponownie mieszając.
  Czosnek wyciskamy prze praskę i nacieramy mięso.Tak wiem, łapki będą nieźle ubrudzone, ale wierzcie mi gra jest warta świeczki !Tak przygotowaną pieczeń wkładamy do lodówki na całą noc.
  Następnego dnia na kilka godzin przed wstawieniem do piekarnika, przewracamy mięso w misce na druga stronę i ponownie odstawiamy do lodówki.Po upływie naszego czasu rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni ( tylko nie na funkcję grillowania :D !)
Żaroodporne naczynie wykładamy dwoma długimi kawałkami folii aluminiowej ułożonej na krzyż.Kawałki mają być na tyle długie aby spokojnie zakryły pieczeń.
 Kiedy piekarnik się nagrzewa, na teflonowej patelni rozprowadzamy łyżkę oliwy, na której po rozgrzaniu obsmażamy wyjętą z zaprawy pieczeń.Pamiętajcie aby marynata została w misce - jej nie podsmażamy.
 Kiedy wołowina zmieni kolor z każdej strony przekładamy ją do wcześniej przygotowanego naczynia żaroodpornego. Wylewamy do środka zaprawę z miski.Pieczeń przykrywamy szczelnie folią i wkładamy do piekarnika na 2 godziny :) Jeśli kawałek mięsa jest dosyć duży czas pieczenia można wydłużyć o kilkanaście minut.
 Kiedy mięsko dojdzie wyłączamy piekarnik, nadal pozostawiając naczynie w środku , aby pieczeń miała czas na "relaks"- jakieś 20 minut.

Mój sekret: kiedy podejmowałam się próby pieczenia, zwykle porcję mięsa marynowałam i smażyłam na oleju roślinnym, zmiana tego właśnie składnika sprawiła że mięso stało się kruche i soczyste. Przypadek?Nie wiem ale działa ! 



Dajcie znać jeśli wypróbowałyście mój przepis
buziaki
Ania

KiKO - lakiery do paznokci





O firmie KIKO słyszałam dawno temu, był nawet okres, gdzie , nie wiedzieć czemu, byłam święcie przekonana, że marka pochodzi z naszych polskich stron !BŁĄD!Więc wiadomość dla tych , którzy nadal są w błędzie - firma pochodzi z Włoch - to tak na marginesie ;)
Informacje, które do mnie zewsząd docierały były głównie skupione na kosmetykach kolorowych: podkładach, pudrach, cieniach, o ile mnie pamięć nie myli nie spotkałam się z omawianiem lakierów do paznokci , dlatego też, będąc ostatnio w Londynie w jednym z firmowych sklepów marki, zdecydowałam się na kupno tych właśnie ostatnich.
Blat ze stojakami z tymi właśnie produktami ciągnął się w nieskończoność i jak tu miałąm wybrać jeden?Jak w morzu tylu kolorów, efektów i wykończeń podjąć  decyzję?
Po burzy muzgów i konsultacji z moją kompanką zakupów zdecydowałam się na dwa: przepiękny malinowo-czereśniowy kolor ze złotą poświatą o numerze 277 oraz matowy, fiolet idealny na jesień o numerze 379




Oba lakiery mają świetna konsystencję, stosunkowo dobre krycie i niesamowite nasycenie koloru.Czy wspomniałam, że błyskawicznie wysychają? W ekspresowym tempie! Nie trzeba  aplikować żadnego dodatkowego specyfiku typu top coat - płytka jest twarda jak głaz już po dosłownie kilku chwilach!Lakier dwa w jednym? Może! Nie wnikam, efekt końcowy mnie zadowala więc jestem na tak!

Macie?Używacie?Dajcie znać jakie są Wasze  opinie! 
buziaki
Ania