Szaleństwo (po)świątecznego kupowania

Jeszcze kilka lat temu trend ten, tak to ujmijmy - był mało zauważalnym zjawiskiem w Polsce.Jego siłę i potęgę poznałam dopiero kiedy wyjechałam z kraju 10 lat temu, gdzie teraz także i  w Polsce jest on już dosyć dobrze zakorzeniony.
Wyprzedaż świąteczna była abstrakcją, czymś na stosunkowo małą skalę, dla zwykłej osoby czymś mało znaczącym. Przeciętny Pan Kowalski bardziej był zainteresowany spędzaniem czasu z rodziną w okresie świąteczno - noworocznym aniżeli bieganiem po sklepach i łapaniem okazji.
Kilkanaście lat temu nie było tylu galerii nie było tylu centrów handlowych, nie było parcia na obsesyjne wydawanie  pieniędzy na rzeczy, które są w okazyjnej cenie, a tak naprawdę szansa, że w realnym świecie po nie kiedyś sięgniemy - jest niewielka - ale TA cena… - jak tu się nie skusić..?
Nie wiem jak wy, ale od ostatnich kilku lat bacznie obserwuję jak świąteczna gorączka kupowania ewoluuje.W większości schemat jest prosty - jest karta kredytowa  więc i są zakupy (są także pożyczki jednak skupię się tutaj na tym pierwszym).Plastikowy środek płatniczy w złudnym przekonaniu wielu - jest…prostszy. Człowiek nie widząc nominału, nie trzymając bilonu w dłoni czuje mniejsze wyrzuty sumienia wydając pieniądze.Niewidoczne - nie dają się odczuć w portfelu i  sprawa załatwiona!
Zauważyłam także dosyć ciekawy tryb działania, powiedzenie "zastaw się a postaw się" idealnie dopina całości.W amoku i transie przecen jesteśmy w stanie wydać dwa razy więcej, niż podczas normalnych zakupów co na koniec roku podczas podsumowania wydanego budżetu i tak przejdzie pod mrożące krew w żyłach ZERO - sprowadzając nas na minus.
Moje pytanie brzmi - "Po co..? Dlaczego?"Rozumiem, że wieloma osobami kieruje żądza posiadania, poczucia się jakby konto nie miało dna, a sielanka wydawania nie ma końca... Jednak jaki jest sens w chwili przyjemności gdzie piętno tego jednego momentu będziemy odczuwali przez kolejnych kilka miesięcy, a część kupionego asortymentu wyląduje głęboko w półkach i nie będzie miała szans ujrzenia światła dziennego ?Bo tak właśnie jest - większość z nas kupuje niepotrzebne...
Swego czasu i ja podążałam za tym szaleństwem, nie mogłam się wręcz doczekać całego zgiełku i biegania po sklepach w celu łapania okazji. Zarobione pieniądze, które skrupulatnie odkładałam przez kilka miesięcy w ciągu kilku godzin rozpływały się niczym kamfora…I po co..?Po to żeby za kilka dni zdać sobie sprawę, że połowa z tych rzeczy nie jest mi tak naprawdę potrzebna, a odłożone pieniądze przepadły bezwiednie, chyba, że wystawiłam kilka z "niechciałków" na Ebay'u  w zakładce "nietrafione prezenty"…
Moje motto : "kupować z głową" - zastanowić się przez chwilę : Czy tak naprawdę potrzebujemy tego przedmiotu/rzeczy/kosmetyku..?Czy naprawdę świat przestanie istnieć kiedy dana rzecz nie wyląduje w naszym domu..?
Skłamałabym pisząc, że w tym roku sama nie skorzystałam z takich gratek - bo i tak - byłam na zakupach - jednak tor myślenia, który mną kierował był inny :  jak to wykorzystam i czy istotnie mi się to przyda.Idąc tym nurtem tak - wpadło w moje ręce kilka rzeczy, jednak są to egzemplarze, które znam, używam(używałam i mi się skończyły, bądź planowałam je kupić od kilku tygodni) i dobrze przemyślałam ich status wcześniej - miałam listę, którą tworzyłam na kilka tygodni przed świątecznym szaleństwem.
Spisywanie tego co chcecie przez wyprzedażami jest bardzo poręczne, ponieważ trzymając taki świstek papieru w rękach wiecie czego szukacie i po co tu jesteście - sprawdzony sposób - polecam,
Zwykle zanim coś kupię ( gdzie to już nie tylko donosi się do kosmetyków) daję sobie drugą chwilę/moment  na zastanowienie i jeszcze raz szacuję czy tak naprawdę potrzebuję danej rzeczy.Ewaluowanie każdej decyzji w moim przypadku jest motorem napędowym zdrowego korzystania z wyprzedaży.Dzięki takiemu podejściu  wchodząc w Nowy Rok nie płacze z głodu, nie czekam do ostatniego pracującego piątku kolejnego miesiąca aby znowu poczuć komfort finansowy i zawsze jest budżet na rachunki .
Jak Wy zapatrujecie się na zakupy poświąteczne?Poddajecie się krążącemu wokoło szaleństwu czy także jak ja zdrowo podchodzicie do wydawania pieniędzy..?
buziaki
Ania

Świąteczny sweter włóż !

Co roku sklepy są nimi wypełnione i co roku nie wiadomo co wybrać.Ceny są przeróżne od 10 funtów aż do 50 a nawet wyżej. Różne kolory, różne motywy, różne wzory - ale idea jest jedna - ma być jak najbardziej świątecznie.
Jak długo mieszkam w Anglii tak nigdy szał świątecznego sweterka mnie nie interesował,nie rozumiałam całej akcji związanej z noszeniem takiego wdzianka, nie czułam klimatu.Rzecz, którą założę 3 czy 4 razy w roki i that's it - do kąta marsz.
Do zmiany punku widzenia zmusił mnie nadchodzący konkurs w pracy na najlepszy sweter świąteczny, a że wyłamać się nie mogę muszę pójść za większością i zaopatrzyć się w swój własny egzemplarz!
Kiedy zaczęłam rozglądać się za tym jedynym zauważyłam, że są one całkiem niezłą częścią garderoby, a od kiedy Duch Świąteczny wisi w powietrzu od dawna, to czemu nie miałabym spotęgować tej aury jeszcze bardziej !
Decyzja więc jest i chęci też są - jednak który wybrać, gdzie na każdym kroku zalewa nas morze świątecznych akcentów ?!




  
                     















Do kupna mojego własnego mam jeszcze tydzień, a, że czas jest cenny już dziś ruszam na łowy, Wam natomiast życzę udanej soboty muak x



                                                                    buziaki
                                                                      Ania

Listopad w moim telefonie


Ostatnio wręcz nagminnie wertowałam posty ukazujące okiem telefonu jak innym minął  ostatni tydzień czy nawet cały miesiąc.Jako, że powoli wracam do blogosfery postanowiłam, że to będzie dobry materiał na zasilenie zacnego grona takich osób i przesłania Wam kilku zdjęć, które pokażą  jak JA spędziłam listopad :)



Razem z ubiegłym miesiącem przywędrowały do nas zimne dni, co prawda nie mogą się równać z tymi w kraju, jednak i tak dały nam popalić na niektórych częściach ciała (czapa na głowie była MUST!)
To jest właśnie ten czas kiedy magia palących się świeczek w przytulnym kąciku pokazuje swoja potęgę najmocniej.Lekko skaczący płomyk nie tylko mnie uspokaja, ale wytwarza niesamowitą atmosferę w pomieszczeniu.
Udzielił mi się także świąteczny klimat, zawieszone na karniszu światełka wytwarzają bardzo osobliwą aurę,w połączeniu z kawałkiem fauny na parapecie tworzą całkiem interesujące zestawienie !


Świąteczne dekorowanie ruszyło pełna pompą już na początku miesiąca.Centra handlowe, wystawy sklepowe, całe miasto migocze tysiącami światełek w przeróżnych kolorach i wzorach. Nawet mój kaktus, który pierwsze pączki powinien wypuścić dopiero w połowie grudnia - poczuł świąteczny klimat i zakwitł kilka tygodni wcześniej !

W zimne dni lubię czas spędzać w kuchni gotując szybkie, pożywne i sycące posiłki, a od kiedy wreszcie kupiłam całą artylerię sosów do dań azjatyckich - chińszczyzna stałą się moją obsesją !
W weekendy natomiast kiedy ma więcej czasu do akcji wkracza piekarnik.Nie sposób także nie wspomnieć o grzanym winie z wszystkimi świątecznymi przyprawami : kardamon, cynamon, pomarańcze, wiecie o co chodzi ;)


Od kiedy zaopatrzyłam się w softboxy, nagrywanie dla Was stało się o wieje prostrze. Filmiki pojawiają się regularnie na moim kanale, a przy kręceniu każdego kolejnego mam osobistego asystenta, który dzielnie dotrzymuje mi kroku x.

                                                     Jak Wam minął ubiegły miesiąc?
                                                                      buziaki
                                                                       Ania

Powder Brush od Real Techniques


Od kilku (żeby nie napisać - kilkunastu!) ostatnich miesięcy nie czułam potrzeby wzbogacania mojej kolekcji pędzli o nowe egzemplarze.Zestaw, który mieści się na mojej toaletce zawiera wszystkie rodzaje ,  formy i wykończenia potrzebne do osobistego używania.
Jednak w miarę apetytu na testowanie kosmetyków w innych formach , wymagania względem narzędzi do ich operowania wzrosły.Nigdy nie miałam do czynienia z kosmetykami sypkimi (nie uwzględniając pigmentów BarryM) więc do tej pory specjalnie zaprojektowane do takich celów pędzle były mi zbędne.
Gdyby nie kupno sypkiego pudru Kobo (mojego pierwszego w takiej formie, nawiasem mówiąc) pędzel z Real Techniques pewnie wcale nie pojawiłby się w moim domu.Jako, że jest to mój pierwszy egzemplarz tej marki tym większa była moja ekscytacja na samą myśl jego przetestowania :)


Pędzel, który był przeze mnie do tej pory używany do nakładania  pudru (ukochane kabuki z MakeUpForever - narzędzie nie do zajechania!) kiepsko sobie radził z nową, sypką formułą - zbite i gęste włosie ciężko chwytało miałki pyłek co w efekcie sprawiało, że utrwalanie podkładu trwało trzy razy dłużej jak powinno ( a kto ma tyle czasu z samego rana kiedy śpieszymy się do pracy/szkoły..?) - wiadome było więc, że moja cierpliwości kiedyś się wyczerpie i postanowię poszukać innego rozwiązania.
Pędzel ma dużą główkę wykonaną z syntetycznego włosia można by więc pomyśleć iż będzie mało plastyczny i będzie drapał, jednak tutaj dziewczyny z RealTechniques stworzyły nieziemsko puszyste i milutkie wykończenie włosków, które bardzo dobrze pracuje z aplikowanym kosmetykiem.
Rączka jest lekka i dobrze wyprofilowana, tak aby pomimo dosyć dużego rozmiaru płynnie i lekko się nią operowało. Płaskie zakończenie trzonka dodatkowo umożliwia stawianie pędzla pionowo co jest bardzo praktyczne kiedy nie mamy gdzie go przechowywać, bądź będzie on jeszcze przez nas używany.





Włosie jest przyzwoicie osadzone w pędzlu, nie wypada, nie kruszy się nie odkształca, a pranie nie sprawia nam żadnego trudu.Suma jaka musi wypłynąć z naszego portfela aby wejść w posiadanie tego cudeńka to niecałe 13 funtów.Kwota całkiem przyzwoita jak na drogeryjny pędzel gdzie jakością dorównuje niejednemu egzemplarzowi z wyższej półki.
Czy sięgnę po kolejne egzemplarze z linii?Pewnie tak :) produkty są rzeczywiście warte swojej ceny a to co otrzymujemy w zamian spełni wymagania pewnie niejednej z was.
Używałyście?Jakie są wasze opinie?Które najbardziej polecacie?


buziaki
Ania

Złuszczające skarpetki - 2 tygodnie po kuracji

  Z dosyć dużym dystansem podeszłam do tego tematu, moje staroświecke przekonanie, mówiące, że nic oprócz starego dobrego pumeksu nie pomoże nam pozbyć sie starego naskórka, dosyć dobrze odstraszało  mnie od sięgnięcia po ów cudowne skarpetki.Swoje pierwsze opakowanie dostałam w prezencie i stwierdziłam, że skoro je mam nie zaszkodzi wypróbować!
Zwykle kiedy testuje coś nowego, czuję ekscytację, podniecenie i mam wielkie nadzieje, w tym konkretnym przypadku nie czułam nic - ot coś co naciągnę na stopy i niech sobie siedzi przez godzinę.
Po upływie 60 -ciu minut zdjęłam "opatrunki", wyrzuciłam do śmieci, umyłam stopy i tyle było  testowania.Na następny dzień nie pamiętałam , że taki zabieg - zabieg złuszczania miał kiedyś miejsce....
Dni mijały, wieczór z dziwnymi skarpetkami dawno odszedł w niepamięć aż do siódmego dnia od wykonania zabiegu...
Jak każdego wieczoru,wpakowałam się do wanny, wykonałam całą rutynę jak nie jeden raz w życiu i wszystko byłoby tak jak zawsze gdyby nie pływające w wodzie drobne "ciała obce"...Wyciągnęłam jedno, położyłam na dłoń i nie wierzyłam - w jednej chwili przypomniał mi się zabieg, który wykonałam dokładnie siedem dni wcześniej, uniosłam stopę aby zobaczyć co się dzieje, gdzie w sekundzie moim oczom ukazał się widok niczym wyciągnięty z filmu przyrodniczego pokazujący jak gady zrzucają wylinkę !



Gorączkwo zaczęłam szukać w internecie zdjęć obrazujących działanie owego produktu, jak skóra innych osób się zachowuje po kuracji, czy tak samo się łuszczy - znalazłam zdjęcia pokazujące jeszcze głębszy stopnień zaawansowania niż ten przedstawiony wyżej, co mogło tylko potwierdzić, że w moim przypadku to był dopiero początek  :)
Obumarły naskórek regularnie każdego dnia zostawał na dnie wanny, ukazując różowe i bardziej miękkie partie na spodzie stóp.
Po dwóch tygodniach od pierwszego zastosowania moje stopy wyglądają tak:




Jak widzicie, obumarły naskórek ze spodniej części stopy został prawie całkiem usunięty,a złuszczanie zaczęło przemieszczać się na wierzchnią część .Tutaj skóra z racji braku ciągłego ciężkiego nacisku jest mniej zniszczona także utrata starych komórek nie będzie tak zjawiskowo widoczna, jak w przypadku pięt, niemniej jednak wylinka i tak będzie!Już teraz dostrzegam pierścieniowate złuszczane wokół kostek.
Zdaję sobie sprawę, że aby porządnie doprowadzić stopy do porządku, jedna kuracja nie wystarczy, aby naszą skórę przywrócić do dziecięcej miękkości i trzeba będzie zabieg powtórzyć, co obowiązkowo mam już zaplanownae , dlatego kiedy przestanę zrzucać pierwszą skórę ;), niezwłocznie udam się na poszukiwanie magicznych skarpetek w UK !Dziewczyny mieszkające na wyspach : wiecie może gdzie takie skarpetki można dostać?Jeśli tak, dajcie koniecznie znać !


 buziaki
Ania

Dlaczego tak lubimy niszczyć..?




Kilka dni temu miałam okazję spacerować z mamą po  naszym lesie, pękające gałęzie pod podeszwami butów przypominały mi dzieciństwo kiedy z kolegami chodziliśmy na jagody  czy poziomki, a zapach, który rozpościerał się wszem i wobec z przyjemnością był chłonięty przez moje płuca.
Flora w Polsce różni się od angielskiej dlatego tym bardziej byłam zadowolona, że mogę cieszyć oko takimi widokami..,do momentu kiedy idąc coraz dalej natknęłam się na takie obrazy...



Od kiedy pamiętam zawsze starałam się dbać o to co mnie otacza najlepiej jak potrafię, nie musiano wpajać mi zasad zgodnego współżycia ze środowiskiem.Lata temu na Światowy Dzień Sprzątania Ziemi szłam uzbrojona w rękawiczki i czarny worek śmieciowy, idea przyświecająca całej akcji sprawiała, że byłam dumna mogąc brać w niej udział.Dziesiątki toreb wypełnionych po brzegi wszystkimi odpadami z lasu przerażały mnie niesamowicie : Jak tak można postępować ?Jakimi kategoriami człowiek myśli zachowując się w ten sposób?"
15 lat później, pomimo ciągłej walki oraz uświadamiania ludzi - problem nadal silnie utrzymuje swoja pozycję...
Przykro mi wiedząc, że to właśnie my - gatunek ludzki przodujemy w niszczeniu naszego otoczenia i idzie nam to coraz lepiej...
Czy  wyrzucanie odpadów do wyznaczonych do tego celu punktów, nie wspominam już o samym sortowaniu, ponieważ dla niektórych to jest nadal czarna magia, lecz na zwykłym sprzątaniu po sobie tak aby nikomu ani niczemu nie zaszkodzić, jest aż tak bardzo skomplikowanie?Czy wymaga aż tak ogromnego wkładu siły i  mocy z naszej strony?  Co musi się stać abyśmy się opamiętali i wreszcie zaczęli zastanawiać się nad naszym zachowaniem..?Ile szkód jeszcze wyrządzimy zanim dotrze do nas fakt , że to w dużej mierze przez nas Świat ginie..?

Ania

Rozpoczęcie roku szkolnego 2014/2015





Wszystkim moim szkolnym czytelnikom życzę udanego nowego roku szkolnego!Samych sukcesów, najwyższych wyników w nauce, a tegorocznym maturzystom zdania egzaminów oraz dostania się na wymarzone uczelnie oraz kierunki :) !

Buziaki
Ania

Ice Bucket Challenge !

Szczytna inicjatywa,szczytny cel, nie mogłam odmówić nominacji,3 funty z każdego wysłanego smsa w UK nie uszczuplą budżetu, a  mogą pomóc tysiącom !

Oto moja odpowiedź na ICE BUCKET CHALLENGE 


Wszystkich gorąco zapraszam do wzięcia udziału w akcji!
Buziaki
Ania

Deszczowa pogoda

W UK mamy końcówkę sierpniowego długiego weekendu.Poniedziałkowy Bank Holiday przypomina  bardziej jesienny dzień jak letni (pada, pada i jeszcze raz pada) i tak ma ponoć zostać do końca miesiąca...Brrr
Jako że ciepła pora roku chyli się nam ku końcowi, zabieram się za porządki w mojej szafie  - czas pożegnać się z letnimi bluzkami, sandałami czy spodenkami  na poczet  jesiennych bluzek, swetrów,długich spodni, rajstop czy botków!
Przyda się także trochę wolnego miejsca na to co mam zamiar kupić w Polsce w przyszłym miesiącu  - tak tak, do urlopu coraz bliżej :) !


Kubek mocnej kawy także musi być, podczas takiej pogody mój organizm jest stosunkowo podatny  na senność i apatię - też tak macie?A nawiasem pisząc, kto z Was już zaczął "przeistaczać" swoją garderobę?



                                       Buziaki

                                         Ania

Home decor - ozdabiamy przestronną ścianę tanim sposobem

Post ten miał się ukazać w piątek, jednak że niestety prace nie zostały ukończone na czas (co zdarza się w wielu branżach) dziś oficjalnie oświadczam, że kunszt mojej inwencji twórczej się zakończył i efekty końcowe są gotowe do zaprezentowania :)



Od kiedy moje mieszkanie zostało odmalowane poczułam przeogromną potrzebę zmiany wystroju ścian.Wszystko co do tej pory zdobiło moje cztery kąty znudziło mi się totalnie i pragnęłam czegoś nowego co sprawi, że duch domu na nowo odżyje i nabierze nowych barw....
Poszukiwania miały miejsce w sklepach.., u znajomych.., w internecie...Gdzie tak do końca nie byłam przekonana co tak naprawdę w pełni mnie uraczy, co da mi poczucie spełnienia i satysfakcji...


Szukałam.., szukałam i...nic...Do momentu kiedy zaczęłam wertować inspiracje na Pinterest - platforma ta, jest kopalnią przeróżnych pomysłów, inspiracji, które mogą wam pomóc w znalezieniu tego czego aktualnie chcecie (też tam jestem!KLIK ) od DIY, poprzez gotowanie, pieczenie, ciuchy, dekorowanie, fryzury, make up i wiele innych !


Znalazłam kolaż który zainspirował mnie do stworzenia mojej własnej kompozycji z..,tekturowych rolek po papierze toaletowym czy ręcznikach kuchennych!!!


Co będzie nam potrzebne:

1. Rolki tekturowe
2.Nożyczyczki i spinacze biurowe
3.Farba dowolnego koloru
4.Dodatkowe elementy dekoracyjne według uznania
5.Klej ( ja użyłam tego do drewna, który rewelacyjnie się spisał!)
6.Tasma dwustronna do przylepienia pojedynczych elementów.


W zależności jaki efekt  "wypukłości" chcemy uzyskać tak tniemy naszą rolkę, tutaj użyłam 5mm odstępów. Następnie na każdy pocięty kawałek naniosłam niewielką ilość kleju, co pozwoliło mi uformować coś na wzór pięciolistnego kwiatostanu.



Wszystkie elementy, albo mocno ściskałam, bądź "spinałam" spinaczami biurowymi, aby wszystkie części dobrze przywarły do siebie -  dobrze połączone detale są kluczem do prawie idealnego sukcesu (bo ideały nie istniej ;>)



Kiedy wszystkie elementy są gotowe możecie je połączyć w dowolny wzór aby komponowały się z wnętrzem pomieszczenia, bądź możecie, przy użyciu jakiejkolwiek farby pomalować je na kolor, który Wam odpowiada.Tutaj użyłam próbki Dulux oraz zamówionych na Ebay'u motylich motywów 3D.



 Elementy zieleni połączone z brązem tworzą świetne zestawienie (nie od dziś wiadomo, że uwielbiam kolory ziemi!) 



W zależności od tego jak dużą przestrzeń macie do udekorowania, dobrze dobierzcie ilość potrzebnych rolek.Mój projekt jest na tyle luźny, aby pozwalał mi na dodanie kolejnych elementów w razie "zmiany decyzji na coś bardziej rozległego" :)




Jak Wam się podoba efekt końcowy?Dajcie koniecznie znać !Moi znajomi są oczarowani!


Buziaki


Ania


Prawie idealna kreska za 2.99 funta !

Od kiedy wymordowałam żelowy eyeliner Bobbi Brown nie miałam żadnego porządnego narzędzia do konkretnego zdefiniowania "kociego oka". Co prawda w mojej kolekcji posiadam także wysuwane kredki do oczu, jednak ich ogromnym mankamentem jest niemożliwość ich zastrugania aby uzyskać idealny szpic, który jest niezbędny do wykonania perfekcyjnie zaznaczonej kreski. Decyzja zapadła : czas na kupno nowego eyelinera.
Po moim jakże ogromnym rozczarowaniu w postaci płynnego eyelinera z Rimmel'a, rzekomo okrzykniętego produktem roku (???) byłam zdecydowana do powrotu do mojego sprawdzonego już "Super Linera" z L'oreal, który nigdy mnie nie zawiódł i dotrzymywał mi kroku przez cały boży dzień.Wchodząc do sklepu dumnym krokiem zmierzając na stoisko tej firmy minęłam półki "Collection" i ciągnięta niewyjaśnioną siłą zatrzymałam się przy niej na dłużej, no i tak jak można się domyśleć, do L'oreala już nie dotarłam ;)
10 minut później po sprawdzeniu całego mnie interesującego asortymentu ze sklepu wyszłam z nowym i nigdy nie testowanym cacuszkiem.





Eyeliner przychodzi do nas w smukłym opakowaniu w formie pisaka z bardzo zdecydowanie zaznaczona końcówką, która jest dosyć sztywna, ale jednocześnie miękka na tyle aby swobodnie prowadzić się ponad linią rzęs nie irytując przy tym naszej skóry.Różni się od tego z L'oreal'a ponieważ już po pierwszej aplikacji widzimy, że wykończenie jest matowe, a nie błyszczące jak w przypadku tego drugiego co tak naprawdę mi nie przeszkadza, ponieważ przy noszeniu makijażu dziennego i tak zdefiniowanym oku nie chcemy jeszcze dodatkowo błyszczeć jak bombka, tak?


Produkt bardzo szybko wysycha, nie mamy uczucia "mokrego czegoś" na powiece.Praca z nim jest lekka i szybka - o to każdej z nas przecież chodzi z samego rana.Kolor nie prześwituje i nie trzeba go poprawiać.Moja mała wskazówka : tego typu linery warto jest trzymać dziubkiem w dół , ponieważ wtedy mamy gwarancję, że czubek nam nie wyschnie i nie będziemy musiały wykonywać znajomych nam rytualnych ruchów "trzepania", co niby miałby sprawić szybsze spłynięcie płynu w końcówkę ;)
Czy utrzymuje się na powiece przez 24 godziny..?Nie wiem i nie mam zamiaru się dowiadywać, jednak spokojnie mogę potwierdzić ze bitych 12 posiedzi na swoim miejscu.Pod koniec dnia delikatnie płowieje, ale hej żaden kosmetyk po takim upływie czasu nie będzie wyglądał jak świeżo nałożony !


Reasumując:  otrzymujemy kawał dobrej roboty, łatwość nakładania , kolor i długość noszenia stanowią satysfakcjonującą całość za taką cenę !
Kosmetyk ten spodobał mi się na tyle, że biorę pod uwagę jego udział w moim rozdaniu urodzinowym, które do obejrzenia na moim kanale już niebawem :)


Używałyście?Jakie są wasze ulubione drogeryjne eyelinery , które mogłybyście mi polecić na wypróbowanie?Dajcie koniecznie znać !


                                                        Buziaki
                                                        Ania
                           

Przepis na bezglutenowy i niskowęglowodanowy chleb !


Kiedy przesłałam zdjęcie mojego pierwszego bezglutenowego i niskowęglowodanowego bochenka chlebka na Instagramie KLIK i Twitterze KLIK - zawrzało, wiele z Was prosiło mnie o podanie przepisu oraz sposobu jak go zrobiłam.
Niewiele myśląc chwyciłam kamerę i nakręciłam filmik instruktażowy ilustrujący wszystkie składniki oraz metodę jego wykonania.




Do zrobienia takiego pieczywa zainspirowała mnie idea diety Dr. Atkinsa .Dla ścisłości - nie , nie podjęłam się kolejnego wariactwa dietowego.Tak jak przy diecie Dukana mój organizm ciężko znosił przyjmowanie samych białek, doskwierała mi niestrawność i wiało monotonią, tak teraz posiłkując się pomysłami Dr.Atkinsa nie ma nudy i mogę sobie pozwolić na  o więcej.Po trzech tygodniach egzystencji na zredukowanej ilości węglowodanów, mogę śmiało powiedzieć, że nie dokuczają mi już ogromne wzdęcia, mniej cierpię na zaparcia oraz ogólny stan mojego  systemu trawiennego jest inny.Przy IBS (zespół jelita drażliwego), gdzie praktycznie każdy pokarm może wywołać potworny dyskomfort jelit, wyżej wymienione pozytywy są zbawienne dla organizmu, zupełnie jakbym nigdy nie cierpiała na ta przypadłość !
Nie oznacza to, że gorączkowo czytam etykiety na opakowaniach i kalkuluję - od tego liczenia chyba bym zwariowała, zdrowy rozsądek mi wystarcza.Stawiam na warzywa ,owoce morza i chude mięso - byle nie smażone.Od czasu do czasu zdarzy mi się nadal zjeść zwykłą białą bułkę (najczęściej kajzerkę!), bo akurat mam na nią ochotę ;)




Czy na zdjęciach powyżej, które zrobiłam zaraz przed spałaszowaniem tych pyszności na  dzisiejszą kolacje, widać że ten chleb, to.., nie chleb :)?Mam nadzieję, że zechcecie wypróbować mój przepis !Zapraszam do oglądania !



Buziaki
Ania

Wyprzedaż w Pandorze !

Przestałam w końcu walczyć i uległam.., najprościej w świecie zabrakło mi sił na dalsze stawianie oporu.Jak wiecie, bądź nie ;), w UK ruszyła ogromna wyprzedaż wiosenna, pomimo, że trwa dopiero kilka dni ceny spadły już do - 50 %.
Wielkie obniżki owładnęły Pandorę także. Przyznam , że od kiedy Pandora jest u mnie w centrum handlowym jeszcze nigdy mi się nie przydarzyło widzieć TAM obniżek cen ( nawet tych poświątecznych), a wierzcie mi mój nos ląduje w szklanej witrynie za każdym razem kiedy przechodzę koło sklepu.
Czuje się więc w małym stopniu usprawiedliwiona tym małym wydatkiem - ponieważ bez takiej okazji - jak sobie obiecałam- moja noga tam nie postanie (powściągliwości zakupowej  ciąg dalszy ) !
Koralik, który dzisiaj przywędrował ze mną do domu jest w kształcie czterolistnej, koniczyny i jest tym z rodzaju "dyndających".



Jest wykonany ze srebra,gdzie każdy liść jest wykończony czerwoną emalią.Wyrazisty kolor momentalnie przykuwa oko.Cena spadła z 35 funtów na 19 - i jak tu przejść obojętnie obok?


Zawieszka idealnie wpasowała się w towarzystwo nowych znajomych :)


Jak myślicie dokupić jeszcze więcej "czarmsów", czy takie zestawienie w zupełności wystarcza?Promocja nie będzie trwała wiecznie !
Buziaki
Ania

Cien - kolorówa z Lidla

  Tak samo się zdziwiłam jak pewnie niektóre z Was które przeczytały nagłówek notki: "LIDL i kosmetyki kolorowe?!" A tak..:) Właśnie tak - sławna międzynarodowa sieciówka marketów spożywczo-przemysłowych wypuściła swoją pierwszą linie kolorówki. Będąc ostatnio na zakupach nie mogłam przejść obojętnie obok takich smakołyków w tak rewelacyjnej cenie ( 1.99 za każdy egzemplarz!)
  W kolekcji znajdziemy lakiery do paznokci, szminki, błyszczyki, tusze do rzęs (także wodoodporne), podkłady i cienie do powiek - z czego po ostatnie dwa nie sięgnęłam jako, że podkładów u mnie mnóstwo , a gama kolorystyczna cieni wcale nie była w moim guście jak i napigmentowanie troszkę mnie odrzuciło , ze względu na swoje przeraźliwie perłowe wykończenie ( na miarę cukierkowych refleksów prosto od Barbie - plastic is fantastic!)




Lakier, który capnęłam z półki, nie wprawił mnie w osłupienie, pomimo, że kolorek jest przepiękny -turkusowy z delikatnymi drobinkami, to sama aplikacja pozostawia wiele do życzenia.Konsystencja jest strasznie żelowata, ciągnie się i nierównomiernie aplikuje, pozostawiając prześwity, bruzdy i niedociągnięcia...Na szczęście z całej czwórki, to jest jedyny produkt który mnie rozczarował.



Tusze do rzęs są moją słabością, do żadnych innych kosmetyków nie pałam taką chęcią posiadania i testowania jak do tychże właśnie.
Mascara ma bardzo kremową formułę, nie robi grudek i subtelnie podkreśla rzęsy. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić to jego zapach..:/ Przez kilka pierwszych dni wyczuwalna jest "chemiczna" woń która towarzyszy przy kilku pierwszych nakładaniach produktu na rzęsy.Na szczęście 'osobliwy'  zapach ulatnia się po kilku chwilach od aplikacji, a w miarę używania znika całkowicie.


Jeśli chodzi o pomadki jestem dosyć ostrożna ze względu na moje wybredne usta, które maja tendencję do szybkiego przesuszania się.Gama kolorystyczna Cien jest utrzymana w jak najbardziej, moich klimatach i byłam skłonna kupić więcej egzemplarzy, jednak powściągliwość i racjonale myślenie wzięły górę i ze sklepu wyszłam tylko z jednym.
Nr.2 - light coral jest niesamowicie napigmentowany, kolor jest głęboki i żywy. Ma delikatną, kremową konsystencję, z lekko perłowym, satynowym wykończeniem,  jak za ta cenę utrzymuje się na ustach stosunkowo długo, nie wysusza i nie podkreśla skórek.


Błyszczyk wcale nie zostaje w tyle, konsystencja, kolor i zapach sprawiają, że chce cie go zjeść!Tutaj Peach Sorbet w przepięknym morelowo-brzoskwiniowym kolorze.Produkt nie warzy się na ustach, nie ciągnie się i nie skleja warg.


Testowałyście już?Macie w swojej kolekcji?Dajcie znać jak u Was się sprawdziły!
                                                   Buziaki
                                                     Ania