Tusz w tubce - EYEKO "Black Magic Mascara"

O tym tuszu pierwszy raz usłyszałam dobrych kilkanaście miesięcy temu.Wiele razy podchodziłam do jego kupienia, jednak jedyna drogeria w której mogę go dostać jest dosyć daleko ode mnie i moje lenistwo zawsze brało górę. Prostrzą i o wiele szybszą opcją było wejście do Bootsa i sięgnięcie po They're Real albo The Falsies.., aż do niedawna.
Czy wspomniałam, że codziennie koło owej daleko ode mnie położonej drogerii przechodzę..?A tak! Space.nk - bo o tym sklepie tutaj mowa mijam każdego ranka dreptając do pracy, no właśnie.., rano...Pracownicy o godzinie siódmej jeszcze śpą podczas gdy ja wzdycham do witryn sklepowych..."No tak - skoro codziennie przechodzi obok, to dlaczego nie kupi w drodze powrotnej..?!"- nasuwa się pytanie, a to dlatego że zawsze wracam autobusem ;) - w taką paskudną i mokrą pogodę spacer nie jest najlepszą opcją.Mój postulat : Styczność z warunkami zewnętrznymi znieść do minimum!

Ostatnio pogoda troszkę się poprawiła i nawet słoneczko przyjemnie grzeje, dlatego tym razem wykorzystałam okazje i do domu zaczęłam wracać na pieszo, co zaowocowało kupnem tego oto specyfiku do rzęs w tubce :)


Opakowanie od razu przypadło mi do gustu, ponieważ dzięki takiemu projektowi spokojnie możemy "wycisnąć" resztki z tubki, mając jednocześnie satysfakcje ze stuprocentowej eksploatacji kosmetyku.
Eyeko jest firmą angielską specjalizującą się w produkowaniu kosmetyków do rzęs i brwi, a ostatnio poszli o krok dalej i wypuścili na rynek swoje pierwsze eyelinery.Na blogach czy kanałach mało się mówi na temat tej marki - a szkoda, ponieważ zasługuje na konkretną uwagę - nie na darmo Lisa Ealdridge uważa ją za jedną z lepszych w swym rzemiośle.


Black Magic Mascara ma na nadać dramatycznego wyglądu jak i podkręcenia.Pierwsze wrażenie po aplikacji maskary można wyrazić tak :WTF?!?!?!Niestety nie bije na łeb czy szyję, ALE..,no właśnie, jest jedno "ale" ;)
Tusze z reguły mają to do siebie, że aby wydobyć swoje prawdziwe właściwości, muszą delikatnie podeschnąć i tutaj także spotykamy się z takim zjawiskiem.Kiedy raz przejdziecie przez etap kilkudniowej gehenny - kosmetyk okazuje się godnym rywalem They're Real z firmy Benefit, a i cena nas uszczęśliwi, ponieważ za 8ml produktu płacimy nieco mniej od konkurenta - 18 funtów.Na zużycie produktu mamy 6 miesięcy.
Szczoteczka jest wykonana z włosia gdzie grzbiet jest lekko wygięty w półksiężyc.Maskara lekko i przyjemnie aplikuje się na nasze rzęsy, nie skleja ich, jednak jeśli chcemy uzyskać efekt "full on", pomiędzy jedną, a drugą warstwą warto odczekać chwilę, aby efekt "budowania" był dobrze widoczny.

W kartoniku dodatkowo dostajemy "ochronkę" na nasze powieki w postaci niebieskiego trójkątnego "czegoś" ;) na wypadek gdybyśmy niezdarnie nałożyły produkt na rzęsy - plus dla firmy za profilaktyczność ;)



Co do tego tuszy miałam wielkie nadzieje i jak na razie, muszę przyznać, że nie rozczarował mnie.Z miłą chęcią wypróbuje inne pozycje z ich linii kosmetyków przeznaczonych do rzęs :)


Miałyście?Testowałyście?Dajcie znać :)
Buziaki
Ania

5 comments:

  1. Proszę nie zostawiajcie komentarzy służących do autopromocji blogów bądż stron personalnych. Wszystkie wiadomości zawierające takie treści - będą kasowane.

    ReplyDelete
  2. Kurczę, tusz w tubce ze szczotką? :D O takim to jeszcze nie słyszłam. Zawsze wydawało mi się, że w tubkach to tylko takie uzupełniacze, a tu proszę :)

    ReplyDelete
  3. Mi się to niebieskie "coś" skojarzyło od razu z kostką do gitary :)

    ReplyDelete
  4. Bardzo podoba mi się opakowanie i nie powiem, głównie przez nie skusiłabym się na zakup. Wygląda bardzo fajnie i ciekawie.

    ReplyDelete
  5. Nie sądziłam, że bedzie tam normalna szczoteczka - spodziewałam się "dziubka" jak przy niektórych kremach pod oczy :D Ta osłanka przypomina mi kostkę do grania na gitarze :)

    ReplyDelete

NIE ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZY SŁUŻĄCYCH AUTOPROMOCJI BĄDŹ STRON PERSONALNYCH. WSZYSTKIE WIADOMOŚCI ZAWIERAJĄCE TAKIE TREŚCI - BĘDĄ USUWANE