Wyprzedaż w Pandorze !

Przestałam w końcu walczyć i uległam.., najprościej w świecie zabrakło mi sił na dalsze stawianie oporu.Jak wiecie, bądź nie ;), w UK ruszyła ogromna wyprzedaż wiosenna, pomimo, że trwa dopiero kilka dni ceny spadły już do - 50 %.
Wielkie obniżki owładnęły Pandorę także. Przyznam , że od kiedy Pandora jest u mnie w centrum handlowym jeszcze nigdy mi się nie przydarzyło widzieć TAM obniżek cen ( nawet tych poświątecznych), a wierzcie mi mój nos ląduje w szklanej witrynie za każdym razem kiedy przechodzę koło sklepu.
Czuje się więc w małym stopniu usprawiedliwiona tym małym wydatkiem - ponieważ bez takiej okazji - jak sobie obiecałam- moja noga tam nie postanie (powściągliwości zakupowej  ciąg dalszy ) !
Koralik, który dzisiaj przywędrował ze mną do domu jest w kształcie czterolistnej, koniczyny i jest tym z rodzaju "dyndających".



Jest wykonany ze srebra,gdzie każdy liść jest wykończony czerwoną emalią.Wyrazisty kolor momentalnie przykuwa oko.Cena spadła z 35 funtów na 19 - i jak tu przejść obojętnie obok?


Zawieszka idealnie wpasowała się w towarzystwo nowych znajomych :)


Jak myślicie dokupić jeszcze więcej "czarmsów", czy takie zestawienie w zupełności wystarcza?Promocja nie będzie trwała wiecznie !
Buziaki
Ania

Cien - kolorówa z Lidla

  Tak samo się zdziwiłam jak pewnie niektóre z Was które przeczytały nagłówek notki: "LIDL i kosmetyki kolorowe?!" A tak..:) Właśnie tak - sławna międzynarodowa sieciówka marketów spożywczo-przemysłowych wypuściła swoją pierwszą linie kolorówki. Będąc ostatnio na zakupach nie mogłam przejść obojętnie obok takich smakołyków w tak rewelacyjnej cenie ( 1.99 za każdy egzemplarz!)
  W kolekcji znajdziemy lakiery do paznokci, szminki, błyszczyki, tusze do rzęs (także wodoodporne), podkłady i cienie do powiek - z czego po ostatnie dwa nie sięgnęłam jako, że podkładów u mnie mnóstwo , a gama kolorystyczna cieni wcale nie była w moim guście jak i napigmentowanie troszkę mnie odrzuciło , ze względu na swoje przeraźliwie perłowe wykończenie ( na miarę cukierkowych refleksów prosto od Barbie - plastic is fantastic!)




Lakier, który capnęłam z półki, nie wprawił mnie w osłupienie, pomimo, że kolorek jest przepiękny -turkusowy z delikatnymi drobinkami, to sama aplikacja pozostawia wiele do życzenia.Konsystencja jest strasznie żelowata, ciągnie się i nierównomiernie aplikuje, pozostawiając prześwity, bruzdy i niedociągnięcia...Na szczęście z całej czwórki, to jest jedyny produkt który mnie rozczarował.



Tusze do rzęs są moją słabością, do żadnych innych kosmetyków nie pałam taką chęcią posiadania i testowania jak do tychże właśnie.
Mascara ma bardzo kremową formułę, nie robi grudek i subtelnie podkreśla rzęsy. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić to jego zapach..:/ Przez kilka pierwszych dni wyczuwalna jest "chemiczna" woń która towarzyszy przy kilku pierwszych nakładaniach produktu na rzęsy.Na szczęście 'osobliwy'  zapach ulatnia się po kilku chwilach od aplikacji, a w miarę używania znika całkowicie.


Jeśli chodzi o pomadki jestem dosyć ostrożna ze względu na moje wybredne usta, które maja tendencję do szybkiego przesuszania się.Gama kolorystyczna Cien jest utrzymana w jak najbardziej, moich klimatach i byłam skłonna kupić więcej egzemplarzy, jednak powściągliwość i racjonale myślenie wzięły górę i ze sklepu wyszłam tylko z jednym.
Nr.2 - light coral jest niesamowicie napigmentowany, kolor jest głęboki i żywy. Ma delikatną, kremową konsystencję, z lekko perłowym, satynowym wykończeniem,  jak za ta cenę utrzymuje się na ustach stosunkowo długo, nie wysusza i nie podkreśla skórek.


Błyszczyk wcale nie zostaje w tyle, konsystencja, kolor i zapach sprawiają, że chce cie go zjeść!Tutaj Peach Sorbet w przepięknym morelowo-brzoskwiniowym kolorze.Produkt nie warzy się na ustach, nie ciągnie się i nie skleja warg.


Testowałyście już?Macie w swojej kolekcji?Dajcie znać jak u Was się sprawdziły!
                                                   Buziaki
                                                     Ania

Nowe włosy w całej okazałości

Troszkę późno piszę notkę na ten temat, ale do zrobienia dobrych zdjęć z fajną stylizacją musiałam poczekać kilka dni.Takie zdjęcia muszą być z całą pewnością dopieszczone  ,więc warto było poczekać na odpowiednie światło, fryzurę, czas i moment (uf dużo tego!).Los moich odrostów opłakiwałam już od kilu tygodni i dziwię się sobie, że pomimo takiej "rozpaczy" tak długo zwlekałam z doprowadzeniem ich do porządku, ale jak powiadają "lepiej późno niż wcale" si :)?


Fryzjerka miała się zająć tylko i wyłącznie odrostami, jednak, że pierwsze farbowanie odbywało się w innym miejscu, dziewczyna nie wiedziała jakie materiały były użyte na mojej głowie,  więc aby kolor był jak najbardziej zbliżony do tego co miałam do tej pory - proces zmienił się w bardziej skomplikowany.Na początku trzeba było rozjaśnić  te partie, które wcześniej były potraktowane rozjaśniaczem , a następnie dopiero nanieść farbę na resztę, aby kolory płynnie przez siebie przechodziły i nie miały widocznych granic, stąd też na mojej głowie pojawiły się jeszcze jaśniejsze refleksy.Pofarbowanie samych odrostów wiązałoby się z użyciem tylko i wyłącznie farby co wytworzyłoby mi na głowie widoczna ścieżkę Włuczykija , a pasemka zaczynałby się dopiero pięć centymetrów od skóry  - ogromne faux pas.
Po 2.5 godzinach z krzesełka zeszłam z takim oto końcowym efektem koloryzacji 

Jak Wam się podoba :)?
Buziaki


Defekt na ubraniu? Nie musisz go wyrzucać :) !

Że, też nie wpadłam an ten pomysł wcześniej.., zaoszczędziłoby mi to wielu, jak teraz widzę, niepotrzebnych rozstań z częściami mojej garderoby, które kochałam.Każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji gdzie bluzka/sukienka/spudnica/spodnie/kurtka/żakiet/szal zostały w niewyjaśniony bądź przypadkowy sposób zaplamione płynami, które za żadne skarby nie chciały opuścić materiału.Pewnie podzielicie moją frustrację na widok nieproszonego gościa, który właśnie zrujnował cały kawałek i jedyne co można teraz zrobić to pożegnać się na amen - nerwy siegają kosmosu.
Tak też było w przypadku mojej ukochanej od wielu lat, letniej bluzki z NewYorker'a. Dzielnie służyła mi przez lata w upalne dni, wykonana z delikatnego, dzianinowego materiału nie obciążała ciała.Dodatkowo jej wcięty krój idealnie dopasowywał się do kształtu ciała.., do niedawna...
Jakiś czas temu odkryłam wstrętna plamę która zaczęła się pewnie panoszyć na materiale.Żadne preparaty nie poradziły sobie z intruzem, używałam wszystkiego wierzcie mi - od babcinych sposobów aż po dostępne detergenty - NIC!
Szukająć w internecie pomocy natrafiłam na portalu Pinterest na kilka ciekawych informacji jak odświeżyć wygląd starych ubrań i to poddało mi pewien pomysł jak pozbyć się uporczywej plamy :).


Stare dobre prasowanki - motywy, które możemy "naprasować" w każdym miejscu na każdym ubraniu. Dostępn w różnych wymiarach i kolorach w każdej pasmanterii.Postawiłam na motyw delikatnego, koronkowego motyla, jako, że bluzka jest wiosenna - takie detale w tym okresie roku są ponadczasowe i zawsze na topie.
Pomimo, że plamę miałam jedną, naniosłam dwa projekty - całość jest wyraźniejsza i przykuwa oko.


Mechanizm aplikacji jest banalnie prosty 

1.Nanieś prasowankę na wybrane miejsce.
2.Przykryj miejsce cienką, bawełnianą szmatką.
3.Rozgrzej żelazko do 180 -200 stopni i prasuj przez około 40 sekund - et voila :)


Bluzka ma odświeżony, nowy wygląd, a po plamie nie ma śladu :). Efekt końcowy jest subtelny, a jednak wnosi coś innego, nowego.W planach już mam dalsze eksperymentowanie z resztą szafy, która po delikatnych modyfikacjach może mi jeszcze posłużyć przez kilka kolejnych lat :)
Jak wam się podoba ?Próbowałyście kiedys takiej metody?

                                                           Buziaki
                                                             Ania

...i ja dzieckiem kiedyś byłam też..:)

Pierwszy dzień czerwca, co to oznacza?Dzień dziecka!Każdy z nas kiedyś był mały, każdy miał swoje humory i pewnie nie raz dał rodzicom w kość. Każdy chociaż raz wpadł na absurdalny pomysł, którego skutki były opłakane (patrz ja wspinająca się po siatce drucianej w drewniakach w pogodni za kotem).
Wywodzę się z pokolenia gdzie nie było komputerów, nie było internetu, telefonów komórkowych , a konsole do gier dopiero nabierały rozpędu (kto pamięta Pegazusa :D?), nie był "pendriv'ów", płyty CD dopiero wchodziły na rynek a a muzyki słuchało się z kaset. Zabawy w chowanego,w podchody, w państwa i miasta na piachu,granie w gumę czy w klasy, zabawa w sklep i handel kamieniami jako ziemniakami ;) - to był mój świat.
Niestety te czasy nie wrócą, ale na szczęście wspomnienia nadal żyją. Poniżej przedstawiam małą mnie, kiedy świat jawił się w zupełnie innych barwach :)



Wszystkiego najlepszego dla wszystkich szkrabów na świecie, dla tych małych, większych i  tych dorosłych także (ponieważ gdzieś tam głęboko w każdych siedzi maluch;) )
                                                    Buziaki
                                                     Ania