Home decor - ozdabiamy przestronną ścianę tanim sposobem

Post ten miał się ukazać w piątek, jednak że niestety prace nie zostały ukończone na czas (co zdarza się w wielu branżach) dziś oficjalnie oświadczam, że kunszt mojej inwencji twórczej się zakończył i efekty końcowe są gotowe do zaprezentowania :)



Od kiedy moje mieszkanie zostało odmalowane poczułam przeogromną potrzebę zmiany wystroju ścian.Wszystko co do tej pory zdobiło moje cztery kąty znudziło mi się totalnie i pragnęłam czegoś nowego co sprawi, że duch domu na nowo odżyje i nabierze nowych barw....
Poszukiwania miały miejsce w sklepach.., u znajomych.., w internecie...Gdzie tak do końca nie byłam przekonana co tak naprawdę w pełni mnie uraczy, co da mi poczucie spełnienia i satysfakcji...


Szukałam.., szukałam i...nic...Do momentu kiedy zaczęłam wertować inspiracje na Pinterest - platforma ta, jest kopalnią przeróżnych pomysłów, inspiracji, które mogą wam pomóc w znalezieniu tego czego aktualnie chcecie (też tam jestem!KLIK ) od DIY, poprzez gotowanie, pieczenie, ciuchy, dekorowanie, fryzury, make up i wiele innych !


Znalazłam kolaż który zainspirował mnie do stworzenia mojej własnej kompozycji z..,tekturowych rolek po papierze toaletowym czy ręcznikach kuchennych!!!


Co będzie nam potrzebne:

1. Rolki tekturowe
2.Nożyczyczki i spinacze biurowe
3.Farba dowolnego koloru
4.Dodatkowe elementy dekoracyjne według uznania
5.Klej ( ja użyłam tego do drewna, który rewelacyjnie się spisał!)
6.Tasma dwustronna do przylepienia pojedynczych elementów.


W zależności jaki efekt  "wypukłości" chcemy uzyskać tak tniemy naszą rolkę, tutaj użyłam 5mm odstępów. Następnie na każdy pocięty kawałek naniosłam niewielką ilość kleju, co pozwoliło mi uformować coś na wzór pięciolistnego kwiatostanu.



Wszystkie elementy, albo mocno ściskałam, bądź "spinałam" spinaczami biurowymi, aby wszystkie części dobrze przywarły do siebie -  dobrze połączone detale są kluczem do prawie idealnego sukcesu (bo ideały nie istniej ;>)



Kiedy wszystkie elementy są gotowe możecie je połączyć w dowolny wzór aby komponowały się z wnętrzem pomieszczenia, bądź możecie, przy użyciu jakiejkolwiek farby pomalować je na kolor, który Wam odpowiada.Tutaj użyłam próbki Dulux oraz zamówionych na Ebay'u motylich motywów 3D.



 Elementy zieleni połączone z brązem tworzą świetne zestawienie (nie od dziś wiadomo, że uwielbiam kolory ziemi!) 



W zależności od tego jak dużą przestrzeń macie do udekorowania, dobrze dobierzcie ilość potrzebnych rolek.Mój projekt jest na tyle luźny, aby pozwalał mi na dodanie kolejnych elementów w razie "zmiany decyzji na coś bardziej rozległego" :)




Jak Wam się podoba efekt końcowy?Dajcie koniecznie znać !Moi znajomi są oczarowani!


Buziaki


Ania


Prawie idealna kreska za 2.99 funta !

Od kiedy wymordowałam żelowy eyeliner Bobbi Brown nie miałam żadnego porządnego narzędzia do konkretnego zdefiniowania "kociego oka". Co prawda w mojej kolekcji posiadam także wysuwane kredki do oczu, jednak ich ogromnym mankamentem jest niemożliwość ich zastrugania aby uzyskać idealny szpic, który jest niezbędny do wykonania perfekcyjnie zaznaczonej kreski. Decyzja zapadła : czas na kupno nowego eyelinera.
Po moim jakże ogromnym rozczarowaniu w postaci płynnego eyelinera z Rimmel'a, rzekomo okrzykniętego produktem roku (???) byłam zdecydowana do powrotu do mojego sprawdzonego już "Super Linera" z L'oreal, który nigdy mnie nie zawiódł i dotrzymywał mi kroku przez cały boży dzień.Wchodząc do sklepu dumnym krokiem zmierzając na stoisko tej firmy minęłam półki "Collection" i ciągnięta niewyjaśnioną siłą zatrzymałam się przy niej na dłużej, no i tak jak można się domyśleć, do L'oreala już nie dotarłam ;)
10 minut później po sprawdzeniu całego mnie interesującego asortymentu ze sklepu wyszłam z nowym i nigdy nie testowanym cacuszkiem.





Eyeliner przychodzi do nas w smukłym opakowaniu w formie pisaka z bardzo zdecydowanie zaznaczona końcówką, która jest dosyć sztywna, ale jednocześnie miękka na tyle aby swobodnie prowadzić się ponad linią rzęs nie irytując przy tym naszej skóry.Różni się od tego z L'oreal'a ponieważ już po pierwszej aplikacji widzimy, że wykończenie jest matowe, a nie błyszczące jak w przypadku tego drugiego co tak naprawdę mi nie przeszkadza, ponieważ przy noszeniu makijażu dziennego i tak zdefiniowanym oku nie chcemy jeszcze dodatkowo błyszczeć jak bombka, tak?


Produkt bardzo szybko wysycha, nie mamy uczucia "mokrego czegoś" na powiece.Praca z nim jest lekka i szybka - o to każdej z nas przecież chodzi z samego rana.Kolor nie prześwituje i nie trzeba go poprawiać.Moja mała wskazówka : tego typu linery warto jest trzymać dziubkiem w dół , ponieważ wtedy mamy gwarancję, że czubek nam nie wyschnie i nie będziemy musiały wykonywać znajomych nam rytualnych ruchów "trzepania", co niby miałby sprawić szybsze spłynięcie płynu w końcówkę ;)
Czy utrzymuje się na powiece przez 24 godziny..?Nie wiem i nie mam zamiaru się dowiadywać, jednak spokojnie mogę potwierdzić ze bitych 12 posiedzi na swoim miejscu.Pod koniec dnia delikatnie płowieje, ale hej żaden kosmetyk po takim upływie czasu nie będzie wyglądał jak świeżo nałożony !


Reasumując:  otrzymujemy kawał dobrej roboty, łatwość nakładania , kolor i długość noszenia stanowią satysfakcjonującą całość za taką cenę !
Kosmetyk ten spodobał mi się na tyle, że biorę pod uwagę jego udział w moim rozdaniu urodzinowym, które do obejrzenia na moim kanale już niebawem :)


Używałyście?Jakie są wasze ulubione drogeryjne eyelinery , które mogłybyście mi polecić na wypróbowanie?Dajcie koniecznie znać !


                                                        Buziaki
                                                        Ania
                           

Przepis na bezglutenowy i niskowęglowodanowy chleb !


Kiedy przesłałam zdjęcie mojego pierwszego bezglutenowego i niskowęglowodanowego bochenka chlebka na Instagramie KLIK i Twitterze KLIK - zawrzało, wiele z Was prosiło mnie o podanie przepisu oraz sposobu jak go zrobiłam.
Niewiele myśląc chwyciłam kamerę i nakręciłam filmik instruktażowy ilustrujący wszystkie składniki oraz metodę jego wykonania.




Do zrobienia takiego pieczywa zainspirowała mnie idea diety Dr. Atkinsa .Dla ścisłości - nie , nie podjęłam się kolejnego wariactwa dietowego.Tak jak przy diecie Dukana mój organizm ciężko znosił przyjmowanie samych białek, doskwierała mi niestrawność i wiało monotonią, tak teraz posiłkując się pomysłami Dr.Atkinsa nie ma nudy i mogę sobie pozwolić na  o więcej.Po trzech tygodniach egzystencji na zredukowanej ilości węglowodanów, mogę śmiało powiedzieć, że nie dokuczają mi już ogromne wzdęcia, mniej cierpię na zaparcia oraz ogólny stan mojego  systemu trawiennego jest inny.Przy IBS (zespół jelita drażliwego), gdzie praktycznie każdy pokarm może wywołać potworny dyskomfort jelit, wyżej wymienione pozytywy są zbawienne dla organizmu, zupełnie jakbym nigdy nie cierpiała na ta przypadłość !
Nie oznacza to, że gorączkowo czytam etykiety na opakowaniach i kalkuluję - od tego liczenia chyba bym zwariowała, zdrowy rozsądek mi wystarcza.Stawiam na warzywa ,owoce morza i chude mięso - byle nie smażone.Od czasu do czasu zdarzy mi się nadal zjeść zwykłą białą bułkę (najczęściej kajzerkę!), bo akurat mam na nią ochotę ;)




Czy na zdjęciach powyżej, które zrobiłam zaraz przed spałaszowaniem tych pyszności na  dzisiejszą kolacje, widać że ten chleb, to.., nie chleb :)?Mam nadzieję, że zechcecie wypróbować mój przepis !Zapraszam do oglądania !



Buziaki
Ania