Znieczulica ludzka - czy to już choroba?

Sytuacja sprzed ostatnich kilku dni, o której pisałam Wam na moim Instagramie skłoniła mnie do wylania z siebie emocji i spostrzeżeń na temat reakcji i wyczulenia ludzkiego na nieszczęście czy zagrożenie,w którym mogą być uwikłane inne osoby.
Jak wiecie w zeszłym tygodniu miał miejsce niemalże pożar w pełnym tego słowa znaczeniu w moim bloku w mieszkaniu tuż zaraz pode mną.
W ubiegły czwartek wróciwszy z pracy w domu zastałam unoszący się wszędzie biały dym oraz okropny smród w każdym pomieszczeniu, niezwłocznie pobiegłam do kuchni myśląc, że to ja spowodowałam taki stan rzeczy, jednak już po chwili okazało się, że w kuchni nic alarmującego się nie działo, wszystkie urządzenia elektryczne były wyłączone i nic nie wskazywało, że alarmujący stan ma swoje centrum w moich czterech ścianach.Kiedy zgiełk, który wprowadziłam w przypływie adrenaliny trochę opadł, ponownie usłyszałam znajomy dźwięk, który słyszałam już po  domem...ALARM PRZECIWPOŻAROWY..,tylko gdzie?Niezwłocznie wybiegłam z mieszania i nasłuchiwałam - dźwięk dochodził z piętra niżej, w jednej sekundzie popędziłam w jego stronę.
Kiedy zlokalizowałam mieszkanie, alarm wył w niebogłosy, a wokoło dobitnie był czuć przerażający smród...Zajrzałam do środka przez skrzynkę na listy i  zaczęłam krzyczeć , wołać ,jaka miałam pewność, że ktoś tam nie stracił przytomności..?Zerową!Nasłuchiwałam czy ktoś odpowie, niestety bez żadnego skutku...
Pobiegłam do mieszkania, chwyciłam za słuchawkę telefonu i wybrałam 999 ( główny numer   pomocy doraźnej w UK) i zgłosiłam pożar...
Późnej wszystko potoczył się w ekspresowym tempie...Na szczęście nikogo nie był w środku, a powodem niedoszłego pożaru był piekący się w piekarniku obiad zostawiony przez domownika...
Pierwszą rzeczą na, którą chcę zwrócić tutaj uwagę, która AŻ woła o pomstę do nieba jest  : "Kto do cholery zostawia gotujący się obiad i wychodzi na dobrych kilka godzin..?!"Brak logicznego myślenia i racjonalnego zachowania w tym przypadku mógł naprawdę doprowadzić do tragedii...
Kolejną i tutaj bardziej przerażającą kwestią jest postawa innych ludzi wobec zaistniałej sytuacji.Nie mieszkam na odludziu ,ulica tętni  życiem co rusz ktoś się przez nią przewija, tu wejdzie do sklepu tu zatrzyma się na chwilkę aby porozmawiać z napotkanym znajomym...
Każda z tych osób..,każda jedna momentalnie mogła wychwycić niepokojącą sytuację, alarm wył głośno, a smród rozprzestrzeniał się wzdłuż i wszerz...
Zaskakujące jest to, że dosłownie nikt nie zatrzymał się, nie spróbował ocenić, oszacować sytuacji, nikt nie starał się wyjaśnić podejrzanych sygnałów dochodzących z niedaleka...
Ognień, a następnie wydobywający się dym można był wyczuć i i zauważyć z kilku metrów.Aby sytuacja osiągnęła taki rozmiar - kuchenka musiała być włączona od dobrych kilkudziesięciu minut jak nie kilku godzin...
Dlaczego nikt nie zareagował..?Czy sąsiad zza ściany ( który był w domu tak sie złożyło)
 naprawdę nie słyszał drącego się sygnału?
Jak można tak ignorować oczywiste znaki , które zwiastują podejrzaną i do tego śmierdzącą sytuacje..?Dlaczego nikt nawet nie pomyślał aby sprawdzić skąd pochodzą dźwięki?Skąd wydobywa się dym..?Moją pierwszą obawą była niewiadoma, czy w środku ktoś jest , a jeśli tak w  jakim stanie się znajduje - tutaj przecież chodziło o ludzkie życie...
Ignorancja i obojętność ludzka w owej sytuacji po prostu mnie przeraziła...Dlaczego jesteśmy tak obojętni wobec zagrożenia..,dlaczego nie obchodzi nas los innych..?Dlaczego przymykamy oko na podejrzane znaki..?Takie zdarzenia przecież mogą się przydarzyć niejednemu z nas - daleko szukać kiedy sąsiadka mojej znajomej wyszła z mieszkania zostawiając włączoną suszarkę do ubrań..,o mało cały pion nie spłonął...
Mieliście kiedyś styczność z takim zajściem..?Jak się zachowaliście..?Jak zareagowali inni..?Czy podobnie do tych tutaj..?Czy znieczulica także dała się zauważyć..?Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami...

                                                                             Ania

Sałatka z grillowanym tofu

Dzisiaj znowu będzie kulinarnie.Po wczorajszym bieganiu ( tak wreszcie ruszyłam tyłek - wiosna przyszła :D !) musiałam naładować bateryjki i przyrządziłam superszybką i bardzo prostą sałatkę, która zaspokoiła łaknienie. Jest w niej białko w postaci tofu i jogurtu greckiego jak i doza węglowodanów prostych w postaci miodu plus kilka garści zieleniny - szybko, zdrowo i pożywnie !



Składniki:

4 duże liście sałaty 
1 pomidor
garść oliwek
kilka plasterków zielonego ogórka
świeżo posiekany szczypiorek
1 mała marchewka
120 g tofu
2 łyżki lekkiego jogurty greckiego
łyżeczka ziaren sezamu do posypania
2 łyżki stołowe miodu do polania całości

Tofu kroimy na plastry i grillujemy na dobrze rozgrzanym grillu przekręcając okazjonalnie, bądź jeśli nie posiadacie takiego - smażymy na patelni w niewielkiej ilości tłuszczu.Sałatę myjemy i rwiemy na małe kawałki. Marchewkę obieramy i ścieramy na dużych oczkach ( jeśli nie chcecie się bawić z tarką ,pokrojona w kostkę także zda egzamin!) - posypujemy nią uprzednio ułożone na talerzu liście sałaty.Pomidora kroimy w plastry i układamy na marchewce razem z obranym i także pokrojonym ogórkiem.Oliwki kroimy na pół i dodajemy do całości.Następnie rozprowadzamy jogurt.Do tego momenty nasze tofu powinno się dobrze zarumienić i mieć złoto-brązowy kolor - kroimy w kostkę i układamy jako dopełnienie sałatki - całość posypujemy posiekanym szczypiorkiem,ziarnami sezamu, wylewamy miód et voila!

Smacznego!
buziaki
Ania

Przepis na bułeczki z mąki sojowej

Od kiedy mój instagramowy profil bombarduję coraz to nowszymi i bardziej wymyślnymi zdjęciami z potrawami, które sama przyrządzam, rośnie liczba osób prosząca mnie o przepisy - tak, mogę wrzucać mini szybką wersję metody i składników w opisie pod zdjęciem jednak to jest pewne pójście na łatwiznę - owszem czasem można, lecz wyjaśnienie wszystkiego krok po kroku plus poparcie kilkoma zdjęciami myślę tworzy lepszą prezentację plus daje wyobrażenie do czego dążymy :).
Dlatego dzisiaj tak jak na Instagramie Wam obiecałam, zapraszam do lektury szybkiego przepisu na przepyszne bułeczki, które są niskowęglowodanowe ( co nie oznacza,ż e węglowodany totalnie wykluczyłam), wykonanie w głównej mierze z mąki sojowej.
Przepis nada się na wykonanie 3 większych kajzerkopodobnych bułeczek ( ja zrobiłam 4 i wyszły troszkę za małe)


Składniki :
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
3 łyżki mąki sojowej
50 g protein w proszku
2 łyżki mąki pełnoziarnistej
1 łyżeczka drożdży ( w moim przypadku były to drożdże suche)
1 łyżka oleju
3 łyżki wody
1 łyżeczka miodu
Dodatkowo można dodać nasiona dla smaku - ja dodałam sezam




Drożdże mieszamy z wodą - dodajemy miód, który jako pożywka - pozwoli im wyrosnąć. Mikstura ma bąbelkować - to oznacza, że drożdże zaczynają trawić cukier.Jeśli nie zauważycie pęcherzyków powtórzcie ten krok - drożdże muszą się "aktywować", w innym wypadku pieczywo nie wyrośnie podczas pieczenia i otrzymamy płaski placek przypominający bardziej chlebek pita zamiast bułek ;)


Kiedy porządany efekt zostanie uzyskany dodajemy resztę składników i mieszamy.Jeśli konsystencja nadal jest lepka - podsypujemy pełnoziaznistą mąką i wyrabiamy ciasto do uzyskania jednolitej masy.


Masę formujemy w bułeczki i wkładamy do rozgrzanego piekarnika (około 200 stopni) na 20 - 25 minut  - przewracając na drugą stronę w połowie pieczenia.Piekarniki są różne dlatego warto jest zaglądać do środka co jakiś czas aby nie przypalić pieczywa. Et voilia!


Bułeczki po ostygnięciu proponuję włożyć do woreczka - aby nie straciły swojej świeżości.Jemy je tak jak każde inne pieczywo - na śniadanie na kolację - bądź w postaci zdrowszej wersji zapiekanek :)!Smacznego !



Buziaki
Ania

                      






Dr.Organic Royal Gelly Night Cream

O miłości jaką pałam do tej  marki nie muszę chyba mówić :). Od lat jestem ogromną fanką ich  linii  oliwkowej i z różą Otto a teraz postanowiłam wypróbować kolejną dostępną na rynku - serie z Royal Gelly. 
Zanim jednak przejdę do samego kosmetyku kilka słów na temat głównego składnika,co to właściwie jest ta cała Royall Gelly ? Niektórym jest dobrze znana jako mleczko pszczele - substancję wydzielaną przez ślinianki pszczele.Specyfik  jest bogaty w białka, tłuszcze, węglowodany i jednocześnie ma sile działanie bakteriobójcze . Nie dziwny jest więc fakt, że  ów  mleczko jest częstym dodatkiem do kosmetyków pielęgnacyjnych.
W gamie z tej serii znajdziemy kremy na dzień i na noc, szampony i odżywki ,balsamy do ciała jak i ust a nawet preparaty do zwalczania żylaków.


Krem przychodzi do nas w szklanym słoiczku o standardowej pojemności 50 ml w cenie 8.46 funta.Konsystencja jest zbita idąca w stronę masła jak kremu.Zapach jest delikatny gdzieś przywodzący mi na myśl plastry miodu wyciągane z jednego z uli , które posiadał mój dziadek  - trochę dzieciństwem powiało :)
Krem m.in ma za zadanie:
  • Wspomóc w napięciu skóry
  • Nawilżyć ją, nawilżyć i wygładzić
  • Zredukować widoczność zmarszczek ( nawet tych głębokich)
  • Walczyć z wolnymi rodnikami
  • Wspomagać syntezę kolagenu


Część może brzmi kosmicznie - nawet i dla mnie - jednak to czego szukam polega na po prostu.., działaniu i zauważeniu różnicy.
Istotnie krem rewelacyjnie się wchłania, nie uczula i nie podrażnia,nie zawiera SLS-ów, parabenów  czy dodatkowej chemii. Przy tym krem jest bardzo wydajny - do czego już marka zdążyła mnie przyzwyczaić.


Miałyście?Używałyście?
buziaki
Ania