Kurczak w sosie z pesto oraz suszonych pomidorków w zalewie

W UK dziś mamy "bank holiday" czyli dzień wolny od pracy.Jako.że zwykle kiedy nie pracuję nachodzi mnie ochota na gotowanie czegoś bardziej szczególnego, czegoś z czym mogę poeksperymentować, dlatego dziś postanowiłam wymodzić coś ze świeżego pesto oraz pomidorków koktajlowych w zalewie z oliwy. Przepis jest bardzo prosty a jakże smaczny i szybki, podawany z pełnoziarnistym makaronem oraz rukolą rewelacyjnie usatysfakcjonuje każde podniebienie - do dzieła!




Składniki ( przepis na 2 osoby)
- oregano
- majeranek
- 1 duża pierś z kurczaka
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka oleju ( ja zastosowałam słonecznikowy)
- 3 łyżki świeżego pesto
- 4 łyżki suszonych pomidorków w zalewie
- 4 łyżki chudej śmietany
- 250 g pełnoziarnistego makaronu ( forma dowolna)
- szczypta soli
- starty na puch parmezan






Wykonanie:
Czosnek kroimy w kostkę, cebukę w piórka - podsmażamy na rozgrzanym oleju.Kiedy oba składniki się zarumienią, przykręcamy gaźnik i podlewamy wodą.Dusimy przez kilka minut, następnie dodajemy pokrojonego w kostkę kurczaka.
W międzyczasie  gotujemy makaron z odrobiną soli.Do sosu dodajemy kolejno : pesto, pomidory i całość zalewamy śmietaną - mieszamy i doprowadzamy do wrzenia - odstawiamy z ognia.
Spód talerza wyścielamy opłukanymi liśćmi rukoli , następnie nakładamy makaron. Całość polewamy naszym sosem, oprószamy wcześniej poszatkowaną natką pietruszki i parmezanem.
Smacznego!


Dajcie znać jeśli wykorzystacie mój przepis!
PS. Wegetarianie kurczaka mogą zastąpić tofu ;) !
Buziaki
Ania



Wreszcie mam ! Embryolisse Lait-Creme Concentre

Przyznam się szczerze - przy kupowaniu tego kremu nie patrzyłam na jego skład, co tubka zawiera, a bardziej sugerowałam się przeczytanymi/obejrzanymi recenzjami w internecie. Najbardziej utkwiły mi opinie , dobrze wszystkim znanych, sióstr Pixiwoo oraz kultowej makijażystki Lisy Eldridge . 
Długo zwlekałam z kupnem swojego egzemplarza, zwykle kiedy kończyłam kosmetyk do twarzy sięgałam po coś sprawdzonego, czego nie muszę testować.
Przypadkiem, jakiś czas temu, robiąc porządki w kuchni znalazłam starą listę zakupów kosmetycznych na której widniała gwiazda dzisiejszej notki. ZIELONE ŚWIATŁO W GŁOWIE. Nie wiem czy to zbieg okoliczności , czy zrządzenie losu, akurat kończyłam mój lekki krem nawilżający z Kiehl's, o którym pisałam tutaj KLIK  i wiedziałam , że kwestią dni będzie zakup nowego mazidła.



 Lait-Creme Concentre na drugim miejscu w swoim składzie zawiera parafinę - "ułaaaa" - powiecie. Pogrom wszystkich dziewczyn z tendencją do zapychania porów.Problem ten jest mi mało znany, do tej pory miałam tylko jeden raz styczność z produktem ( dodam nie pielęgnacyjnym), który w niewielkim stopniu zapchał mi pory wokół nosa - dlatego też drugie zaszczytne miejsce parafiny - nie zniechęciło mnie absolutnie do sięgnięcia po mój egzemplarz.


Krem ma bogatą i jednocześnie delikatną konsystencję.Po wyciśnięciu z tubki dobrze trzyma się skóry na naszej dłoni i pod wpływem rozcierania na twarzy "topnieje" pozwalając szybko i dokładnie rozprowadzić się po całej cerze.Jest bardzo wydajny, pokazana na zdjęciu ilość spokojnie wystarczy na pokrycie całej buźki. 
Skóra po aplikacji jest momentalnie odświeżona, nawilżona i przyjemnie ukojona.Bardzo interesujący jest tutaj zapach, przypominający delikatne kremy do pielęgnacji  skóry bobasów - subtelny, nie drażniący naszego nosa.Nie na darmo mówią, że jego największą zaletą są niesamowite właściwości konkretnej bazy pod po podkład - podpisuję się pod tym stwierdzeniem dzisiejszym postem.Krem rewelacyjnie współgra z kosmetykiem kolorowym stapiając się z nim błyskawicznie.


Mazidło zaskarbiło sobie moje serce w ekspresowym tempie dzięki swoim bezbłędnym właściwościom matującym.Jak wiecie, mam mieszaną cerę, gdzie kilka miesięcy temu zauważyłam, że moje czoło zaczęło się świecić jeszcze bardziej jak kiedyś.I oto kilkanaście dni temu pojawił się mój wybawca!
Zwykle rano kiedy docierałam do pracy ( gdzie dojście z punku A do punktu B zajmuje mi około 25 minut) moje czoło świeciło się jak żarówa i zamiast wędrować prosto biurka obierałam  przeciwną ścieżkę prowadzącą do toalety aby poprawić makijaż.Od kiedy stosuje kosmetyk, problem zniknął, cera jest matowa, bez większych zmian na skórze i moja trasa jest o "toaletę krótsza" ;)
Na początek kupiłam tubkę 30 ml - na wypróbowanie, jednak wydaje mi się, że już niedługo w moje łapki trafi wersja pełnowymiarowa ( 50 ml) - trzymam kciuki za kosmetyk  aby w okresie kolejnych tygodni potwierdził mój błyskawiczny zachwyt!
Miałyście?Jak się sprawdził przy waszym typie cery?Dajcie koniecznie znać !
buziaki
Ania

Szybka zapiekanka z "przeglądu lodówki"

Nienawidzę marnotrawienia jedzenia...Od kiedy pamiętam zawsze starałam się wykorzystać wszystko co mam w kuchni tak, aby nic nie wyrzucić.Na świecie jest zbyt dużo ludzi umierających z głodu, ponieważ nie mają podstawowych dóbr żywieniowych aby przetrwać, żyć dalej.., dlatego NIEumiejętne gospodarowanie żywnością jest dla mnie istotą nie do zaakceptowania.
Z szacunku i docenienia faktu iż mam możliwość spożywać ciepły posiłek każdego dnia zawsze staram się wykorzystać wszystko, co mam dostępne w domu, do przygotowania smacznych potraw tak aby nic się nie zmarnowało.
Dziś chcę wam pokazać przykład, tego, jak z niczego zrobić coś :).Potrawa prosta, zrobiona na wzór "śmieciowej", ale takie są najlepsze, prawda :)?




Co miałam w lodówce:
250 -300 g ugotowanego pełnoziarnistego makaronu z 1 marchewką
1 parówka
5 średnich pieczarek
1 cukinia
1 cebula
Starty ser typu light
Resztka łodyg kolendry
Kucharek, sól, pieprz do smaku
Sos chilli ( opcjonalnie)

Metoda:
Cukinię kroimy w plasterki, podsmażamy z dwóch stron na małej ilości oleju i przyprawiamy odrobiną przypraw.Następnie wykładamy warzywem dno brytfanki, następnie układamy warstwę makaronu.Posypujemy warstwą sera.
Podsmażamy pokrojoną w piórka cebulę razem z pokrojoną w krążki parówką i kolendrą - kiedy się zeszklą - wykładamy na wierzch zapiekanki. Całość ponownie posypujemy cienką warstwą sera.
Pokrojone w plastry pieczarki podsmażamy na reszcie oleju z dwóch stron posypując pieprzem i solą.Wykładamy jako kolejną warstwę naszej zapiekanki.Polewamy sosem chilli i wykładamy ostatnią warstwą  sera et voila !
Całość zapiekamy przez 15 minut w piekarniku ( 200 stopni) aby ser się roztopił i złączył całość.Podajemy zaraz po wyciągnięciu.Czas przygotowania? 30 minut!
Porcja przeze mnie zaproponowana nasyci 2 osoby, oczywiście im więcej brzuszków do wykarmienia tym bardziej popście wodze fantazji co do ilości i resztek w lodówce!


Jakie są Wasze pomysły na wykorzystanie ostatków w lodówce?Dajcie znać !
Buziaki
Ania
 

Maseczka Aspirynowa - rozpoczęcie kuracji

Od kiedy sięgam pamięcią nigdy nie miałam większych problemów ze skórą na twarzy, okres dorastania zawężył się do kilku małych wyprysków pojawiających się od czasu do czasu tu i tam.Nie chodziłam do dermatologa, nie zażywałam przepisanych tabletek, nie nakładałam specjalistycznych masek, zwykły punktowy korektor ( przeważnie był to korektor Avon ClearSkin) świetnie sprawdzał się w roli pogromcy , który jednocześnie kamuflował niedoskonałość :))
Z biegiem czasu struktura, właściwości czy gęstość naszej skóry ulegają zmianie( lata lecą.., rzecz nieunikniona eh…) dlatego tez jej podatność na działanie warunków zewnętrznych ulega zmianie.
Kilka tygodni temu zauważyłam regularne pojawianie się małych wyprysków w miejscach gdzie nigdy bym nie przypuszczała żadnych podejrzanych aktywności.Moje policzki zwykle gładkie i bezproblemowe stały się siedliskiem małych, gronkowych wybrzuszeń zebranych w małe miejscowe grupki.Podobne wybrzuszenia zauważyłam na czole tuż nad linią brwi.Na szczęście są one mało widoczne, jednak pod naciskiem naszych palców - dobrze wyczuwalne.Co jakiś czas jeden z owych delikwentów przebija się przez skórę pozostawiając mnie z czerwoną plamą ciężko poddającą się mocy podkładu bądź korektora. Środki których używałam do tej pory ciężko radzą sobie z taką sytuacją, fakt, że moja cera jest mieszana wcale nie ułatwia sytuacji.
Pierwotnie zastanawiałam się nad wprowadzeniem rutyny z wykorzystaniem kwasów odpowiednich dla mojego problemu, jednak metoda ta musi  być praktykowana przez kilka tygodni jak nie miesięcy w zależności od głębi problemu, gdzie tego czasu aktualnie mi brak. Wyjazd na wesele do Polski oraz urlop w ciepłych krajach z codziennym wystawieniem mojego ciała na słońce nie są idealnymi warunkami do zabierania się za kurację.
Raz nie chce raczyć pary młodej swoim "wypryszczałym" licem ( no tak podczas kuracji wszystkie gnieżdżące się w skórze wypryski uaktywniają się niemal jednocześnie) a późniejsze wystawienie ciała a słońce nie jest wskazane - są jeszcze filtry, których potrójną warstwę można nanieść na skórę, jednak jak tu nie korzystać z dobrodziejstw natury i nie zażywać kąpieli słonecznych leżąc błogo przy basenie..?Każda z nasz chce choć trochę się opalić nabrać koloru right :)?
Dlatego wybrałam mniej "drastyczną", a z tego co zdążyłam wyczytać, także skuteczną metodę walki z niedoskonałościami gdzie głównym składnikiem mikstury jest...ASPIRYNA.
Nie odkryłam Ameryki - wiem :D, w internecie aż roi się od stron poświęconych domowej roboty kosmetykom z wykorzystaniem leku.

Do wykonania mojej mieszkanki użyłam:

5-6 tabletek aspiryny 
1 łyżeczki przegotowanej wody
1,5 łyżeczki jogurty naturalnego



Aspiryna, którą kupiłam jest wątłych rozmiarów dlatego musiałam użyć kilku drażetek ;), jeśli pastylki są większe ilość będzie mniejsza. Głównym założeniem jest otrzymanie lekkiej pasty poprzez rozgniatanie tabletek w wodzie , którą następnie połączymy z jogurtem, który pomoże w nawilżeniu skóry.


Całość aplikujemy na twarz i czekamy 10- 15 minut aż jogurt wyschnie.Następnie maseczkę zmywamy pod letnią wodą i aplikujemy ulubiony krem do twarzy.
Według wskazań czynność powtarzamy co trzy , cztery dni przez okres kilku tygodni.
Aspiryna zawiera w swoim składzie pochodną kwasu salicylowego związku, który tak namiętnie jest używany przy kuracji z kwasami.Kwas acetylosalicytowy, bo o tej pochodnej mowa, jest "łagodniejszy" i ma lżejsze działanie.


 Moją kurację zaczynam od dziś , jestem ciekawa czy moja skóra ulegnie poprawie czy pozostanie w tym samym stanie!Dam Wam znać za kilka tygodni!


Używałyście?Jakie były rezultaty?
buziaki
Ania