Wreszcie mam ! Embryolisse Lait-Creme Concentre

Przyznam się szczerze - przy kupowaniu tego kremu nie patrzyłam na jego skład, co tubka zawiera, a bardziej sugerowałam się przeczytanymi/obejrzanymi recenzjami w internecie. Najbardziej utkwiły mi opinie , dobrze wszystkim znanych, sióstr Pixiwoo oraz kultowej makijażystki Lisy Eldridge . 
Długo zwlekałam z kupnem swojego egzemplarza, zwykle kiedy kończyłam kosmetyk do twarzy sięgałam po coś sprawdzonego, czego nie muszę testować.
Przypadkiem, jakiś czas temu, robiąc porządki w kuchni znalazłam starą listę zakupów kosmetycznych na której widniała gwiazda dzisiejszej notki. ZIELONE ŚWIATŁO W GŁOWIE. Nie wiem czy to zbieg okoliczności , czy zrządzenie losu, akurat kończyłam mój lekki krem nawilżający z Kiehl's, o którym pisałam tutaj KLIK  i wiedziałam , że kwestią dni będzie zakup nowego mazidła.



 Lait-Creme Concentre na drugim miejscu w swoim składzie zawiera parafinę - "ułaaaa" - powiecie. Pogrom wszystkich dziewczyn z tendencją do zapychania porów.Problem ten jest mi mało znany, do tej pory miałam tylko jeden raz styczność z produktem ( dodam nie pielęgnacyjnym), który w niewielkim stopniu zapchał mi pory wokół nosa - dlatego też drugie zaszczytne miejsce parafiny - nie zniechęciło mnie absolutnie do sięgnięcia po mój egzemplarz.


Krem ma bogatą i jednocześnie delikatną konsystencję.Po wyciśnięciu z tubki dobrze trzyma się skóry na naszej dłoni i pod wpływem rozcierania na twarzy "topnieje" pozwalając szybko i dokładnie rozprowadzić się po całej cerze.Jest bardzo wydajny, pokazana na zdjęciu ilość spokojnie wystarczy na pokrycie całej buźki. 
Skóra po aplikacji jest momentalnie odświeżona, nawilżona i przyjemnie ukojona.Bardzo interesujący jest tutaj zapach, przypominający delikatne kremy do pielęgnacji  skóry bobasów - subtelny, nie drażniący naszego nosa.Nie na darmo mówią, że jego największą zaletą są niesamowite właściwości konkretnej bazy pod po podkład - podpisuję się pod tym stwierdzeniem dzisiejszym postem.Krem rewelacyjnie współgra z kosmetykiem kolorowym stapiając się z nim błyskawicznie.


Mazidło zaskarbiło sobie moje serce w ekspresowym tempie dzięki swoim bezbłędnym właściwościom matującym.Jak wiecie, mam mieszaną cerę, gdzie kilka miesięcy temu zauważyłam, że moje czoło zaczęło się świecić jeszcze bardziej jak kiedyś.I oto kilkanaście dni temu pojawił się mój wybawca!
Zwykle rano kiedy docierałam do pracy ( gdzie dojście z punku A do punktu B zajmuje mi około 25 minut) moje czoło świeciło się jak żarówa i zamiast wędrować prosto biurka obierałam  przeciwną ścieżkę prowadzącą do toalety aby poprawić makijaż.Od kiedy stosuje kosmetyk, problem zniknął, cera jest matowa, bez większych zmian na skórze i moja trasa jest o "toaletę krótsza" ;)
Na początek kupiłam tubkę 30 ml - na wypróbowanie, jednak wydaje mi się, że już niedługo w moje łapki trafi wersja pełnowymiarowa ( 50 ml) - trzymam kciuki za kosmetyk  aby w okresie kolejnych tygodni potwierdził mój błyskawiczny zachwyt!
Miałyście?Jak się sprawdził przy waszym typie cery?Dajcie koniecznie znać !
buziaki
Ania

2 comments:

  1. jak piszesz ja unikam parafiny :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak do tej pory nie jestem z nią w większym konflikcie ( odpukać w niemalowane ;)), dlatego krem dla mnie działa cuda x

      Delete

NIE ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZY SŁUŻĄCYCH AUTOPROMOCJI BĄDŹ STRON PERSONALNYCH. WSZYSTKIE WIADOMOŚCI ZAWIERAJĄCE TAKIE TREŚCI - BĘDĄ USUWANE